Solidarność to znaczy razem

Giergiel Alina

Biogram w Indeksie Osobowym SSS

Alina Giergiel (ur. 25.05.1920 w Iwoniczu; zm. 30.06.2009 w Krakowie) z domu Filipowicz, wraz z matką Marią Filipowicz za okupacji walczyły w Armii Krajowej. Zostały zaaresztowane przez Gestapo w Iwoniczu w styczniu 1940 roku za pomoc jednej z przerzucanych przez granicę grup (w której byli dwaj kuzyni Wojciecha Korfantego, grupa ta na Słowacji wpadła w ręce Gestapo). Po tej wpadce były więzione kolejno w Krośnie, Jaśle i Tarnowie, a stąd przewiezione do obozu koncentracyjnego w Ravensbruck (nr 4571, matka nr. 4572). 10.11.1942 zostały zwolnione z obozu, a po dotarciu do Iwonicza i odpoczynku włączyły się ponownie w działalność ruchu oporu, prowadziły tajne nauczanie z zakresu szkoły podstawowej i liceum w kilku grupach. Prócz tego były łączniczkami, przynosząc partyzantom rozkazy, broń, informacje i żywność.

W latach 80-tych Alina Giergiel żyła już samotnie. Męża pochowała w 1979, syn gospodarował na swoim. W latach 1981-82 dorabiała w szkole jako emerytowana nauczycielka polskiego.

Od początku należała do "Solidarności". Kiedy tylko wyprowadzili czołgi i ZOMO na ulice, to pomyślała, że trzeba ludziom pomóc. Przypadkiem przez koleżankę z pracy skontaktowała się z Joanną Więcław, współzałożycielką nauczycielskiej "Solidarności" w Nowej Hucie. Zawiadomiła, że może kogoś przechować, jeśli będzie taka potrzeba. Wkrótce zapukali goście. To u niej na oś. Stalowym 2/52 pierwszy miesiąc stanu wojennego ukrywał się Władysław Hardek, szef podziemnej "Solidarności" w Małopolsce i członek zdelegalizowanych władz związku - Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej. Chodził tak cicho, że nie słyszała, kiedy zjawiał się w pokoju. Przez cały miesiąc wyszedł może trzy razy na spotkania. Tylko wieczorami spacerowali razem koło bloku, by się przewietrzyć. Dla potrzeb konspiracji przybrała pseudonim 'Janina'. Przynosiła i zanosiła korespondencję Hardka do przebywających na wolności działaczy. Gdy zachorował, sprowadziła nawet lekarza. Była to Anna Zorska z oddziału zakaźnego szpitala Żeromskigo - matka późniejszego wiceprezydenta miasta. Służba Bezpieczeństwa nigdy nie odkryła kryjówki Hardka. Tylko raz zomowcy zapukali do drzwi, gdy pies właścicielki ugryzł podczas spaceru żonę sąsiada-milicjanta. Koniecznie chcieli wejść do środka, by sprawdzić świadectwo szczepienia zwierzęcia i wypisać grzywnę. W końcu zrobili to w klatce schodowej. Przerażona Alina przekonała ich bowiem, że musi poszukać psa. Do mieszkania pani Aliny Hardek wracał kilkakrotnie. Gdy przebywał gdzie indziej, zatrzymywał się tutaj Władysław Frasyniuk, szef wrocławskiego regionu "Solidarności" i jego łączniczka - Barbara Labuda.

Mieszkanie pani Aliny wielokrotnie służyło jako skrzynka kontaktowa dla łączników TKK-owskich, początkowo z Wrocławia, później gościła przyjezdnych TKKowców z innych regionów, gdy w Krakowie lub okolicach były organizowane krajowe posiedzenia przedstawicieli TKK. Po wpadce Władysława Hardka, jak wszystkie pozostałe nowohuckie łączniczki TKKowskie musiała zawiesić wszelką działalność na około pół roku.

Na początku 1984 mocno stęskniona za 'knuciem', z radością przyjęła propozycję od 'Doroty' (Anny Michańków) przekształcenia jej mieszkania na punkt składania nielegalnych książek. Wanda Kuriańska z mężem, Marek Michno i Ania Pilawa odbierali worki z drukarni z wydrukowanymi stronami, zawozili je do mieszkania pani Aliny Giergiel. Tam Anna Michańków z panią Aliną składały te książki, zszywały, obcinały gilotyną, a następnie gotowe książki przewożone były na punkt kolportażowy. Były tam "Zapiski więzienne", "Notatki Gdańskie", "Archipelag Gułag" i kilka innych, drukowane przez wydawnictwo 'Libertas', którym zarządzał Zbigniew Kasprzyk, nauczyciel z Krakowa. Początkowo miały kłopot z opanowaniem gilotyny, książeczki były nieco krzywo poobcinane, ale potem doszły do wprawy. Pani Alina jako doświadczony konspirator dbała o bezpieczeństwo, szkoląc tym samym młodsze, niedoświadczone kadry. Podkładała koce pod gilotynę, aby wyciszyć maszynę.

Dzięki tej pracy zarabiali na obozy wędrowne dla młodzieży oraz opłaty dla wykładowców szkolących młodzież nowohucką, a także robotników w salkach katechetycznych i na obozach wędrownych. Zbigniew Kasprzyk przekazywał nam spore ilości pieniędzy (dochody ze sprzedaży nielegalnych wydawnictw) na pokrycie naszej działalności związkowej i szkoleniowej. Alina Giegiel uczestniczyła we wszystkich nielegalnych imprezach, które odbywały się w Katakumbach w Mogile lub w Arce Pana, czy w Mistrzejowicach. Jej mieszkanie wykorzystywane było do roku 1990 na cele konspiracyjne.

Uhonorowana Medalem "Dziękujemy za wolność", który odebrał syn. Paweł, z którym udalo się nawiązac kontakt po długich poszukiwaniach (2021)